poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Panna Sasna odwiedza Pyrkon!

Pyrkon - jak informacja na stronie Facebookowej głosi, to"Ogólnopolski festiwal fantastyki odbywający się corocznie w Poznaniu". Impreza przypomina amerykański ComicCon, jednak zważywszy, iż cała akcja rozgrywa się w Poznaniu, gdzie zamiast ziemniaków/kartofli je się pyry, to wydarzenie (jak mniemam) wzięło swoją nazwę właśnie od bulwy. Dlatego, aby nie popełnić plagiatu od pomysłodawców zza Oceanu, organizatorzy wymyślili własną, która jest bardzo chwytliwa (swoją drogą cieszmy się, że jednak nie jest to CebulCon). Jednak jeżeli nadal wahacie się czy odwiedzić Wielkopolskę za rok, to zostańcie ze mną trochę dłużej, a przekonacie się, że nie popełnicie błędu.
    Podobno w tym roku to niesamowite wydarzenie odwiedziło, aż 38 tys. zapaleńców. Przypuszczam, że mniej osób mieszka w mojej miejscowości (sprawdziłam, naprawdę mniej...). Dało się odczuć ilość fizyczną zainteresowanych całym wydarzeniem, zwłaszcza dlatego, że wszędzie i do wszystkiego były kolejki, ale wiadomo nie da się tego uniknąć. Dlatego też nie hejtuję. Wręcz przeciwnie, dziwię się ludziom, którzy mają o to pretensje do organizatorów o to, że wszędzie musieli czekać. Uważam, że wszyscy przy kasach, kierujący ruchem, w szatniach i stacjonujący w innych ważnych stanowiskach, które tu pominęłam spisali się na medal. Wiem jaka to trudna praca, sama byłam wolontariuszką nie raz, nie dwa. Jeżeli ktoś pracuje z ludźmi, zwłaszcza z ludźmi, którzy gorzej niż cielęta kręcą się, nie wiedząc co tak naprawdę mają zrobić, gdzie iść, co zobaczyć, to uwierzcie mi na słowo... cielęta są bardziej rozgarnięte.  Nawet ja niekiedy nie wiem , co, gdzie i jak, więc często zamiast do ubikacji trafiam na przykład do biura jakiegoś szefa lub innej ważnej szychy.

        Jednak wracając do wątku głównego, mianowicie kolejki, ponieważ ustawiłam się za sznurkiem ludzi do MASKARADY. Zważywszy, że byłam po raz pierwszy na festiwalu, nie wiedziałam czym dokładnie jest to tajemnicze spotkanie. Poczułam się jak w filmach Barei, gdzie po prostu podeszłam do kolejki i stałam, nawet nie wiedząc za czym. Podszedł Pan z synem i zapytał dziewczynę przede mną:
-Przepraszam, za czym ta kolejka?
- Za maskaradą.
Szturchnęłam mojego chłopaka w bok i kazałam mu słuchać, tak żebyśmy wiedzieli, czy stanie za tymi ludźmi na dworze ma jakiś sens. Zważywszy, że już raz się sparzyliśmy na wystawie Stanleya Kubricka w Krakowie, gdzie czekając 40 minut, przekonaliśmy się, że ów pokój, który cieszył się takim zainteresowaniem, niczego nowego nie wniósł w nasze życie. 
Wtedy młoda dziewczyna odpowiedziała dość nonszalancko i z nieudawanym luzem, żując gumę:
- W sumie nie wiem, jestem tutaj po raz pierwszy.
Przestroga na przyszłość: Jeżeli, ktoś zadaje Wam pytanie, a Wy nie znacie odpowiedzi, to zachowujcie się tak, żeby wszyscy w około poczuli się głupio, ale nie Wy!  Was po prostu to nie obchodzi.
Koniec. Niestety nie było mi dane przekonać się na żywo czym jest owe tajemnicze spotkanie, ponieważ nim dobiegłam do następnych schodów wolontariusze przekazali, że już nie ma miejsc na sali i więcej osób nie wpuszczają. Na szczęście od czego jest internet. Kilka dni temu na Facebooku Pyrkon udostępnił zdjęcia, gdzie  rozwiał wszelkie pytania. Tak jak podejrzewałam, był to konkurs dla najlepiej ubranych Cospleyerów! Teraz troszeczkę żałuję, że się nie wcisnęłam ale i tak myślę, że widziałam dużo jak na pierwszy raz (jakkolwiek to brzmi z ust Panny). 

W sumie trochę byłam zła na siebie, że lepiej nie rozplanowałam sobie tego wyjazdu. Zamiast pogrupować "must see" i "must do", to tak naprawdę oglądałam tylko co mogę zrobić, gdy przyjadę w to miejsce za rok i w rezultacie w niczym nie brałam udziału. Dlatego mogę się z Wami podzielić tylko tym co widziałam, ale nie doświadczyłam niestety osobiście. Chociaż  może to być równie przydatne, jeżeli nie chcecie popełnić tego samego błędu co ja. Zatem "Jak przygotować się na Pyrkon i czego się spodziewać", patrz punkty niżej:

1) Stoiska z grami, koszulkami, plakatami, plecakami, naszywkami, poduszkami, jedzeniem.... i mogłabym tak bez końca. Gdy już przejdziemy przez kasy, możemy wybrać prawą lub lewą stronę (nie ma tu złych i dobrych wyborów, jak w przypadku Matrixa). Ja wybrałam prawą (jak dobrze pamiętam, wiecie kobiety mają z tym problem). Znalazłam się w świecie, każdego miłośnika kultury popularnej i fantasy. Można było kupić prawie wszystko co związane jest z światem fikcyjnym. Od gorsetów rodem ze świata World Of Warcraft po Mangę. Oprócz tego, całkiem sporo było stoisk z grami, gdzie zanim zdecydowaliście się na zakup, można poznać osobiście o co chodzi w danej planszówce. Jak? Po prostu grając z pracownikiem stoiska. Nie wiem, czy można coś wygrać w takich rozgrywkach, bo jak wspomniałam powyżej - nie brałam w tym udziału. Jednak wiem jedno, prawie na każdym stanowisku są loterie. Wiadomo, w godzinach szczytu kolejki są ogromne, ale gdy już przyszłam o godzinie 20 mogłam swobodnie wziąć w nich udział. Jedna miło mnie rozczarowała, ponieważ obracając kołem, przypominającym ten z koła fortuny inaczej niż poprzednicy nie wylosowałam przedziału "Gra" czy "Kostka", u mnie wypadło po prostu "NO NI MA". Stwierdziłam no pech i strata 5 zł... Jak się jednak okazało tak nazywa się gra karciana! Więc nie byłam stratna, a wręcz przeciwnie wyszłam na tym najlepiej!

2) Strefa z grami komputerowymi! Ogromna przestrzeń, gdzie stacjonowali między innymi Cospleyerzy, którzy reprezentowali grupę na wzór Fallout czy Mad Max i gdzie można było poczuć postapokaliptyczny klimat, dodatkowo wejść na niejeden wrak samochodu i poczuć się jak Tom Hardy. Byli tam też gracze Quidditcha i prawdziwe rozgrywki! Jednak to co zajmowało największą powierzchnie, to właśnie strefa gracza. Było tam wszystko czego dusza miłośników padów pragnie. Od Mario Bros, poprzez stare Nintendo, po nowe Oculusy 3D. Nie zabrakło też graczy Tekkena i Mortal Kombat, jak również większe, drużynowe rozgrywki w League of Legend. Każdy mógł wypróbować swoich sił na różnych stanowiskach tak, żeby za dużo się nie nudzić. Gdy przeszliśmy na pierwsze piętro, zastaliśmy wielkie makiety z klocków Lego, które miały prezentować jakieś światy związane z fantastyką. Oprócz tego  był również wystawca i jednocześnie jak mniemam wielki fan Star Wars, który skonstruował BB8 i R2D2 w skali 1:1... Jeżeli śledzicie mojego Faceboka (link) mogliście zobaczyć film, w którym pokazuję jak na żywo porusza się i brzmi jeden z robotów! Tyle szczęścia w jednym miejscu, a co dalej...

3) Może nie jesteście zainteresowani grami komputerowymi, wolicie rozgrywki face to face, ramię w ramię, głowa w głowę. Cała hala zapełniona po brzegi stolikami, przeznaczona była dla planszówkomaniaków. Wystarczyło się zarejestrować i ustawić w kolejce, która podzielona była na dwie części "nie wiem w co chcę zagrać" - wtedy wolontariusze dawali grę odpowiednią do preferowanych zainteresowań oraz "wiem w co chcę zagrać" podaje się tytuł jeżeli była na półce, można było podejść do stolika ze swoją ekipą (lub usiąść na podłodze, tam gdzie był skrawek wolnego miejsca) i zacząć dobrze się bawić. Zrozumiałe, że można być samemu na takim wydarzeniu i chce się wziąć udział w różnego rodzajach eventach (bo nie jest się mną). Wystarczyło podejść po pomarańczowy balonik, który pozwalał innym grupom zaprosić "samotników" do wspólnej zabawy, co pozwalało również zawrzeć przyjaźnie, znajomości, a może i miłości.

4) Wykłady i konferencje. Wiecie, że współcześnie popkultura coraz częściej jest traktowana jako obiekt do badań naukowych. Kulturoznawcy, dziennikarze, socjolodzy i inni uczeni badają wpływ sztuki współczesnej na społeczeństwo. Również dywaguje się na tematy związane chociażby z kobiecością w grach komputerowych czy jak na przestrzeni lat zmieniły się filmy sygnowane logiem Marvela czy DC. Bardzo żałuję, że nie poszłam na żadne sympozjum, ponieważ lubię słuchać mądrych ludzi i na pewno dowiedziałabym się wiele wartościowych informacji od mądrzejszych ludzi. Jednak obiecałam sobie, że za  rok przygotuje rozkład swój jazdy tak, żeby iść na te wykłady, które najbardziej mnie interesują. Teraz stwierdziłam,  że  bezsensownie było stać w kolejce za czymś, co nawet nie wiem czego dotyczyło. Gorzej jak za każdym razem nie byłoby już miejsca na sali, wtedy mogłabym zmarnować sporo cennego czasu.





Oczywiście nie wspominam tutaj o przestrzeni gdzie uczestnicy spali, jedli i spacerowali. Jednak, ważne, żebyście wiedzieli, że takie miejsca też istnieją. Nie opiszę ich tutaj z dwóch prostych przyczyn, spałam i jadłam poza terenem festiwalu, a druga kwestia dotyczy tego, że opisywanie sprawiłoby, iż ten post byłaby dłuższy niż "Iliada" Homera.
Nie powinnam zakończyć tego tak po prostu, bo się nie da. Należy Wam się jakieś zdanie podsumowujące. Uważam, że takie inicjatywy budują wiele dobrej i pozytywnej atmosfery wokół. Nikt nie śmiał się z zainteresowań innych (w każdym razie ja nikogo takiego nie spotkałam). Była również zamieszczona informacja w gazetce festiwalowej, która wspominała o tym, aby uszanować upodobania i zainteresowania innych. Zawsze warto pamiętać, że zainteresowania odmienne od naszych powinny być ośrodkiem do poszerzenia naszej wiedzy, a nie powodem do wyśmiewania. Dzięki temu dało się wyczuć naprawdę przyjemną atmosferę. Bardzo żałuję, że się lepiej nie przygotowałam, ani nie przebrałam się za ulubioną postać z świata popkultury, ale już wiem co poprawić za rok, tak aby w pełni wykorzystać te trzy dni. Teraz i Wy wiecie co zrobić, żeby być lepszym uczestnikiem festiwalu Pyrkon! Jeżeli zadalibyście mi pytanie "Co najlepiej robić na Pyrkonie?" Odpowiedziałabym jednym słowem: Wszystko!












Ta mina mówi wszystko...
link

13 komentarzy:

  1. Fajny wypad:)
    http://sztukadziecka.com

    OdpowiedzUsuń
  2. O jacie, świetny wypad. Muszę kiedyś wybrać się na ten festiwal fantasy :P Pozdrawiam mirabill.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Zachęcam! I mam nadzieję do zobaczenia :)

      Usuń
  3. Jaki przeuroczy BB8. Wyglądasz uroczo taka uśmiechnięta. Nie mogę się napatrzeć na te zdjęcia, haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uroczouroczouroczo, powtórzyłam się trochę w tym komentarzu wyżej, ale no pięknie.

      Usuń
    2. Hah! nic się nie stało, przynajmniej jest bardziej uroczo xD aż płonę z zawstydzenia pod tęczą słodkości :D

      Usuń
  4. Co robić na Pyrkonie? No niestety, wszystkiego się nie da! Moja rada - nie frustrować się za bardzo z tego powodu. Właśnie zobaczyłam Twoje zdjęcia z Yodą i BB8 i po raz kolejny uświadomiłam sobie, że nie trafiłam na wystawę o SW. Bardzo ładne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale powrót do normalności po Pyrkonie trochę zajął i opuściłam się w postach innych blogerów, zaraz będę nadrabiała :) Ja już zastanawiam się za kogo by się tu przebrać za rok :D i wreszcie dopchać się do masakrady :D No i mam nadzieję zaliczy jakieś wykłady. Bardzo żałuję, że nie mogłam posłuchać Cię na żywo :)

      Usuń
  5. Zdjęcia fantastyczne! Będzie pamiątka na długo :)
    Nie mialam pojęcia, że w Polsce organizuje się takie wydarzenia - świetna przygoda, tym bardziej, że mogłaś ja poczuc na własnej skórze :)

    Sciskam Moooocno! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Zdecydowanie pamiątka, którą powtórzę nie raz i nie dwa! :)
      A przygoda nie do przekazania słowami. Z resztą nie trzeba w sumie iść na sam festiwal ponieważ wszystkie przebrane osoby i tak chodzą po mieście, więc zachęcam tak po prostu wybrać się do Poznania. :D

      Usuń
  6. Jesteś prześliczna!
    Poza tym, sama bym się wybrała na taki Kuc-Zjazd, bo jako rasowy no-life jestem dumnym przedstawicielem gatunku komputerowych Kuców :D A tak całkiem serio - świetna sprawa z tymi festiwalami, ja oczywiście zawsze się wybieram, a potem coś wypada, ale w końcu musimy ruszyć tyłek (my w Lublinie mamy Falkon i to dokładnie to samo co Pyrkon, nie wiem tylko skąd się wzięła nazwa, bo właśnie w naszym mieście cebularzy, powinna brzmieć raczej - Cebulkon, ale nie mnie oceniać :D swoją drogą, jak będziesz kiedyś w Lublinie bardzo polecam cebularze):D
    Ja też zazwyczaj na takich eventach kręcę się bez celu, nawet jeśli sprawdziłam sobie mapkę - wydaje mi się, że rłumy ludzi są po prostu bardzo przytłaczające i nie mogę się skupić ani niczego zaplanować :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj przestań! Całkiem normalna, przeciętna i pospolita :*

      Nooo ja aż była wkurzona, że wszystkie stanowiska z Tekkenem były zajęte :( Ale w sumie wszędzie znalazłam coś dla siebie (Wedel miało swoje stanowisko i rozdawało za darmo ptasie mleczka czekolady itp... to dopiero było miejsce!)

      Nic nie wiedziałam o Falkonie! Nie wiem czy ostatnio cofam się w rozwoju zapoznawczym czy po prostu maja gorszy PR i marketing niż pyrkon! A Falkon, to może od Flakonów pełnych lub pustych :D!

      Usuń